Ciężka więc owa próba stała ci się bodźcem do postępu na drodze Bożej

Pokusy i oschłości wiele innych jeszcze korzyści przynoszą duszy. Kto pracuje wśród takich ucisków, ten jakby z konieczności musi się do Pana Boga uciekać i starać się o nabycie cnót, jako o jedyne lekarstwo na tę straszną chorobę.
A kto raz przez to męczeństwo przeszedł, ten się odtąd pilnie wystrzega wszelkich okazji do grzechu i wszelkich pozornych nawet niedoskonałości.
Ciężka więc owa próba, która ci się zrazu tak groźną i niebezpieczną wydała, stała ci się owszem bodźcem do postępu na drodze Bożej, do pilniejszego wystrzegania się tego, co się Bogu nie podoba.
Wreszcie te uciski i znoje duszy są dla niej jakby miłosnym czyśćcem. Kto cierpliwie je znieść potrafi, tego niemała czeka nagroda w niebie i gotowa korona w chwale wiekuistej.
Św. Piotr z Alkantary, Pokój duszy

Leon XIII, Encyklika Humanum genus – O masonerii (23)

Państwo bez Boga

Nie troszczyć się zaś publicznie wcale o religię i pomijać zupełnie Boga w sprawach państwowych i publicznych, jak gdyby Go wcale nie było, jest takim zuchwalstwem, jakie u pogan nawet niesłychaną było rzeczą; bo i ci w sercach swoich tak głęboko mieli wpojoną nie tylko wiarę w bóstwo, ale także potrzebę religii, że zdaniem ich łatwiej można by wyobrazić sobie miasto bez podstawy ziemskiej, aniżeli bez Boga.
I w rzeczy samej społeczeństwo ludzkie, dla którego z natury przeznaczeni jesteśmy, jest dziełem samego Boga, twórcy rzeczywistości przyrodzonej, i od Niego też, jako ze źródła i pierwiastka swego, wypływa cała siła i trwałość nieprzeliczonych dóbr, w które społeczeństwo to obfituje. Jak przeto sam głos natury wzywa jednostki, aby Boga czciły i chwaliły, ponieważ i życie samo i wszystkie dobra życiu towarzyszące od Boga otrzymały, tak też z tego samego powodu czynić to powinny narody i państwa całe.

Cóż to za łaska cudowna, której Bóg udziela duszom, o których wie, że takiej kuracji potrzebują!

Zwykle tak się to dzieje: kogo napastują szkaradne myśli, albo oziębłość w modlitwie, albo pewna jałowość duchowa i oschłość, ten wszystko to przypisuje swojej strasznej niedoskonałości i dochodzi do przekonania, że dusza, która tak jest zagmatwana, tak Bogu ozięble służy, w takim ustawicznym rozprzężeniu ducha zostaje, sama ze siebie nic nie może; owszem zdaje się jej, że podobne myśli, jakich ona doznaje, mogą tylko powstać w głowie najnędzniejszej istoty, wyrzutka społeczeństwa! I on, co miał siebie za coś wielkiego, teraz pod działaniem tego lekarstwa z nieba zesłanego, uważa się za najnędzniejsze pod słońcem stworzenie, niegodne imienia chrześcijanina. A nie byłby nigdy doszedł do tak głębokiej pokory, gdyby nie te straszne pokusy, utrapienia i uciski wewnętrzne. O! Cóż to za łaska cudowna, której Bóg udziela duszom, o których wie, że takiej kuracji potrzebują.
Św. Piotr z Alkantary, Pokój duszy

Leon XIII, Encyklika Humanum genus – O masonerii (22)

Upadek małżeństwa i rodziny

Zwiększają zaś to złe niebezpieczeństwa, zagrażające tak rodzinnym stosunkom, jak całemu społeczeństwu. Jak bowiem na innym już wyłożyliśmy miejscu, małżeństwo ma w sobie coś świętego i religijnego, na co się też wszystkie prawie ludy i wieki zgadzają. Wedle prawa Bożego zaś zakazane jest rozwiązywanie małżeństwa. Jeśli związki małżeńskie tej świętości pozbawione zostaną, jeżeli je wolno będzie rozrywać, wtedy niezbędnym następstwem tego musi być zamęt i zamieszanie w rodzinach, niewiasta utraci swą godność, dzieci utracą pewność swego mienia i życia. 

Alma Redemptoris Mater – postarajmy się dobrze przyswoić tę maryjną antyfonę!

Postarajmy się dobrze przyswoić tę maryjną antyfonę. Śpiewamy głosem naturalnym, nie krzykliwie, lecz wyraziście, pewnie i płynnie. Słuchamy siebie nawzajem i nie dominujemy swoim głosem nad innymi, lecz staramy się śpiewać jednolicie i równo, jakby śpiewał jeden kantor.
Zwróćmy uwagę na sam początek – pierwszy dźwięk jest przedłużony(!), więc nie wchodzimy od razu na kolejne wyższe dźwięki, lecz pierwszy dźwięk przetrzymujemy. Początkową samogłoskę „a” śpiewamy aż na pięciu dźwiękach: pierwszy przedłużony i następne cztery płynnie wznoszące się.
Co do zakończenia: kończąc śpiew, lekko ściszamy i nieco zwalniamy.

Dobroć Boża dopuszcza, aby na nas uderzały najwstrętniejsze i najniedorzeczniejsze pokusy, które nas mają lepiej ugruntować w pokorze

Wszyscyśmy z natury pyszni, ambitni, przywiązani upornie do naszego zdania i swego widzimisię; wszyscy się mamy za coś większego niż w istocie jesteśmy. To nasze samolubstwo tak dalece przeszkadza naszemu duchownemu postępowi, że to zaraźliwe tchnienie miłości własnej, gdy choć z daleka doleci, odbiera wszelką nadzieję doskonałości. Dlatego to Bóg w dobroci swojej nieskończonej stawia nas umyślnie w takich warunkach, abyśmy tego strasznego niebezpieczeństwa uniknęli i przemocą prawie przywodzi nas do jasnego poznania własnej nędzy. Tak postąpił Pan Jezus ze św. Piotrem, dopuszczając, żeby się Książę Apostołów swego Mistrza Boskiego zaparł, a tym sposobem siebie lepiej poznał, a poznawszy się, własnym siłom nadal nie ufał. I na drugiego wielkiego Apostoła, na św. Pawła, dopuszczał Pan Bóg tak straszne pokusy cielesne dlatego, aby nędzę swoją przyrodzoną poznawszy, tym głębiej się upokarzał i (jak to sam uznaje) nie wynosił się z wielkości objawień i z łask nadzwyczajnych otrzymanych.
Dobroć Boża ze względu na naszą nędzę i na przewrotne skłonności nasze dopuszcza, aby i na nas uderzały najwstrętniejsze i najniedorzeczniejsze pokusy, które nas mają lepiej ugruntować w pokorze i w uznaniu własnej nicości naszej.
W tym się właśnie okazuje mądrość i dobroć Boga, kiedy to, co się najzgubniejszym wydaje, obraca się na pożytek nasz duchowny, bo nas utwierdza w pokorze, tej najpotrzebniejszej cnocie.
Św. Piotr z Alkantary, Pokój duszy