Cóż to za łaska cudowna, której Bóg udziela duszom, o których wie, że takiej kuracji potrzebują!

Zwykle tak się to dzieje: kogo napastują szkaradne myśli, albo oziębłość w modlitwie, albo pewna jałowość duchowa i oschłość, ten wszystko to przypisuje swojej strasznej niedoskonałości i dochodzi do przekonania, że dusza, która tak jest zagmatwana, tak Bogu ozięble służy, w takim ustawicznym rozprzężeniu ducha zostaje, sama ze siebie nic nie może; owszem zdaje się jej, że podobne myśli, jakich ona doznaje, mogą tylko powstać w głowie najnędzniejszej istoty, wyrzutka społeczeństwa! I on, co miał siebie za coś wielkiego, teraz pod działaniem tego lekarstwa z nieba zesłanego, uważa się za najnędzniejsze pod słońcem stworzenie, niegodne imienia chrześcijanina. A nie byłby nigdy doszedł do tak głębokiej pokory, gdyby nie te straszne pokusy, utrapienia i uciski wewnętrzne. O! Cóż to za łaska cudowna, której Bóg udziela duszom, o których wie, że takiej kuracji potrzebują.
Św. Piotr z Alkantary, Pokój duszy