Kiedy coś jest prawem, a kiedy nie
Ci zaś, którzy nie chcą uznać powyższych zapatrywań na obowiązki albo też gotowi są do napiętnowania imieniem niekarności i rokoszu wszystkich wiernych katolików stosujących się do takich pojęć – nie rozumiejąc wcale nawet owych praw, o których tyle mówią – nie wiedzą, czego potrzeba zasadniczo do tego, aby przepisy ich mogły pozyskać istotną moc prawną. To, czego tu dotykamy, dobrze Wam jest wiadome i nieraz Wam już o tym mówiliśmy. Prawo nie jest niczym innym, jak rozporządzeniem wydanym przez prawowitą władzę, odpowiednio do zasad rozsądku, a ku ogólnemu dobru. Tylko zaś ta władza jest prawowita, która pochodzi od Boga, pierwszego i najwyższego władcy, który sam jeden może nadać człowiekowi władzę nad człowiekiem. Naturalnie nie ma tam i mowy o zasadach, dyktowanych przez rozsądek, gdzie zdeptana jest prawda i prawo Boże. Wreszcie nikomu na pożytek wyjść nie może to, co sprzeciwia się najwyższemu, a niezmiennemu dobru – co oddala ludzi od miłości Boga.