Pokarm prawdy na wielkopostne dni (31)

O małej liczbie miłośników Krzyża Jezusowego

1. Jezus ma teraz wielu miłujących Jego niebieskie Królestwo, lecz mało takich, którzy chcieliby dźwigać Jego krzyż.
Wielu pragnie z Nim się cieszyć, lecz mało kto gotów jest z Nim cierpieć.
Wielu pragnie siąść z Nim u Jego stołu, lecz mało kto chce być wspólnikiem Jego wstrzemięźliwego życia.
Wszyscy pragną z Nim się weselić, lecz mało kto chce coś znieść dla Niego.
Wielu idzie za Jezusem aż do chwili łamania chleba, lecz mało kto aż do spełnienia kielicha męki.
Wielu uwielbia Jego cuda, lecz mało kto chce z Nim dzielić zelżywość Jego krzyża.

Wielu kocha Jezusa, dopóki nie spotykają ich żadne przeciwności.
Wielu Go chwali i błogosławi, dopóki im zsyła pociechy.
Skoro zaś Jezus utai się i odstąpi od nich na chwilę, natychmiast skarżą się albo zupełnie upadają na duchu.
2. Lecz ci, którzy kochają Jezusa dla Jezusa, a nie dla jakiejś własnej pociechy, ci błogosławią Go zarówno we wszelkim utrapieniu i ucisku serca, jak pośród największej pociechy.

I gdyby nawet nigdy nie chciał zsyłać im pociechy, oni by Go zawsze chętnie uwielbiali i składali Mu dzięki.
3. O jak wiele może czysta miłość Jezusa, wolna od miłości własnej i osobistych widoków!
Tomasz a Kempis, O naśladowaniu Chrystusa

Czy kocham Mszę Świętą bardziej niż przed rokiem?

Dzisiaj Wielki Czwartek – dzień, który upamiętnia ustanowienie przez Pana naszego Jezusa Chrystusa Najświętszego Sakramentu, Najświętszej Ofiary Mszy Świętej i Sakramentu Kapłaństwa.
Czy przybywając na Mszę Świętą dzisiaj – w Wielki Czwartek Roku Pańskiego 2024 – przybędę z sercem kochającym Mszę Świętą bardziej niż przed rokiem?
Czy przybywając na Mszę Świętą dzisiaj – w Wielki Czwartek Roku Pańskiego 2024 – przybędę z sercem szanującym Sakrament Kapłaństwa bardziej niż przed rokiem?

Leon XIII, encyklika Libértas – O wolności człowieka (31)

Zobowiązanie państwa do religii

Ta sama wolność, zastosowana w państwach, tego oczywiście chce, iżby państwo nie posługiwało się żadnym kultem względem Boga, ani też nie żądało publicznego wyznawania takowego: iżby żadnego ponad drugi nie przenosiło, lecz wszystkie po równo uznawało, nie zważając nawet na lud, gdyby się ten do katolickiego imienia przyznawał. Gdyby to słusznym być miało, musiałoby być prawdą, że albo cywilna społeczność ludzi nie ma względem Boga żadnych obowiązków, albo też, że się może od nich bezkarnie zwalniać. Lecz jedno i drugie oczywistym jest fałszem. Nie można bowiem powątpiewać, że za wolą Bożą zeszli się ludzie w społeczność, czy jej części, czy też jej formę, którą powaga stanowi, albo jej przyczynę lub tę mnogość wielkich korzyści, jakie człowiekowi przynosi, pod uwagę weźmiemy. Bóg to bowiem stworzył człowieka do towarzystwa i umieścił go w otoczeniu sobie podobnych, aby to w stowarzyszeniu znalazł, czego by jego natura potrzebowała, a czego by sam w odosobnieniu osiągnąć nie mógł. Z tego to powodu cywilna społeczność, dlatego, że jest społecznością, powinna uznawać Boga za swego rodziciela i twórcę, a jego władzę i panowanie szanować i czcić.
Zabrania zatem sprawiedliwość, zabrania rozum, iżby państwo miało być bez Boga, lub, co by się ateizmowi równało, w równej mierze usposobionym było względem przeróżnych, jak je zwą religii, i każdej tych samych praw użyczało.

Św. Jan Damasceński naucza

Ilekroć uświadamiamy sobie naszą niegodność, tyle razy przyznajemy, że wypadałoby nam raczej zachować milczenie i w ciszy powierzać Bogu nasze winy. Skoro jednak na wszystko przychodzi właściwy czas, widząc Kościół, który Bóg założył na fundamencie Apostołów i Proroków, swego zaś Syna uczynił kamieniem węgielnym, widząc ten Kościół rzucony dziś na wzburzone morze, targany niszczącymi falami, mocami najcięższych ataków złych duchów wstrząsany i niepokojony, a jednocześnie mając przed oczami szatę Chrystusa, którą – tkaną jednolicie z góry na dół – rozdzierają dziś ręce bezbożników, a także widząc Ciało Jego rozdzierane na wiele części, to Ciało, które jest Słowem Bożym i z góry przekazaną nam obowiązującą tradycją, w obliczu tego wszystkiego za nierozumne uznałem milczenie i poskramianie mojego języka, obawiając się słów ostrzeżenia: „Jeśli się cofnie, nie będzie się podobał duszy mojej” (Hbr 10, 38) oraz: „Jeśli, gdy ja powiem do bezbożnika: «Bezbożniku, śmiercią umrzesz», nie będziesz mówił, aby się strzegł bezbożnik drogi swojej, ów bezbożny w nieprawości swej umrze, ale krwi jego z ręki twej żądać będą” (Ez 33, 8). Dlatego porażony strachem nie do zniesienia postanowiłem mówić nie przedkładając majestatu króla ponad prawdę, także dlatego, że praojciec Dawid powiedział: „mówiłem o świadectwach twoich przed oczyma królów, a nie wstydziłem się” (Ps 118, 46). Tym bardziej więc jestem przynaglony do mówienia. Potężną moc ma w sobie słowo króla dla zwabienia na swoją stronę poddanych. Tylko jednak nieliczni odrzucili złe rozporządzenia królewskie, mimo iż wiedzą, że władza ziemskich monarchów jest nadana z góry i jedynie na ziemi ma moc obowiązującą.

Uznając przede wszystkim tradycję Kościoła, przez którą przyszło zbawienie, za podstawę i fundament dla mojego rozważania, zniosłem wszelkie bariery dla słowa i wypuściłem je jak gotowego do biegu konia. Uznałem bowiem za przerażające, a nawet więcej niż przerażające, że Kościół lśniący takimi zwycięstwami i upiększony heroicznym zwycięstwem swoich świętych, ulega nędznym żywiołom drżąc ze strachu wtedy, gdy nie ma się czego obawiać, tak jak gdyby nie poznawszy Boga takim, jakim On jest w swej istocie, bał się popaść w bałwochwalstwo. Bo nawet, gdy w najmniejszym stopniu uchybia doskonałości, to jakby niósł pośrodku przecudnej twarzy jakąś szramę, która swą brzydotą niszczy całe piękno. Małe nie jest małym, jeśli prowadzi ku wielkiemu. I nie jest też rzeczą małą, porzucać z góry nadaną tradycję Kościoła, prowadzonego niegdyś przez naszych poprzedników, których przewodnictwo powinniśmy dokładnie obserwować, a wiarę naśladować.

Św. Jan Damasceński, z dzieła Contra imáginum calumniatóres (Mowa obronna przeciw tym, którzy odrzucają święte obrazy)