Wielkoduszność

Była taka sytuacja, o której pisze Apostoł Narodów: „Bracia, chcę, abyście wiedzieli, że moje sprawy przyniosły raczej korzyść Ewangelii, tak iż kajdany moje stały się głośne w Chrystusie w całym pretorium i u wszystkich innych. I tak więcej braci, ośmielonych w Panu moimi kajdanami, odważa się bardziej bez lęku głosić słowo Boże. Niektórzy wprawdzie z zawiści i przekory, drudzy zaś z dobrej woli głoszą Chrystusa. Ci ostatni [głoszą] z miłości, świadomi tego, że jestem przeznaczony do obrony Ewangelii. Tamci zaś, powodowani niewłaściwym współzawodnictwem, rozgłaszają Chrystusa nieszczerze, sądząc, że przez to dodadzą ucisku moim kajdanom. Ale cóż to znaczy? Jedynie to, że czy to obłudnie, czy naprawdę, na wszelki sposób rozgłasza się Chrystusa. A z tego ja się cieszę i będę się cieszył” (Flp 1, 12-18).
Dzisiaj. Czasy zamętu powszechnego. Od kilkudziesięciu lat jako wiarę katolicką podaje się to, co jest jej zmutowaną wersją. Za łaską Bożą dokonuje się proces powolnego przywracania katolickiej doktryny, katolickiego kultu, katolickiej moralności. Dobrze będzie, za św. Pawłem, zachować wielkoduszność i cieszyć się z każdego kapłana – diecezjalnego, zakonnego, pod jakąkolwiek szerokością geograficzną – który wydobywa się z błędów i podejmuje decyzję, poważną i konsekwentną, przyjęcia wiary katolickiej: głoszenia nieskazitelnej katolickiej doktryny, sprawowania odwiecznego katolickiego kultu i prowadzenia życia świętego.