Ave Regína caelórum

Ave, Regína cælórum,
Ave, Dómina Angelórum:
Salve radix, salve porta,
Ex qua mundo lux est orta:

Gaude, Virgo gloriósa,
Super omnes speciósa,
Vale, o valde decóra,
Et pro nobis Christum exóra.

Witaj, niebios Królowo,
Witaj, Pani aniołów,
Witaj, Różdżko, witaj, Bramo,
Jasność zrodziłaś światu.

Ciesz się, Panno chwalebna,
Ponad wszystkie piękniejsza,
Witaj, o Najśliczniejsza,
Proś Chrystusa za nami.

Biskup Richard Williamson nie był sedewakantystą

Biskup Richard Williamson nie był sedewakantystą. Podobnie tzw. Ruch Oporu, Katolicki Ruch Oporu (de facto niesformalizowany, jednak jakoś odwołujący się do Bp. Williamsona), co do zasady nie jest ruchem sedewakantystycznym. Sam Biskup pisał niejednokrotnie o trwającym już kilkadziesiąt lat problemie rozziewu pomiędzy Autorytetem a Prawdą i był w stanie zrozumieć sytuację sumienia osób, które, diagnozując aktualną sytuację kościelną, opinię sede vacante przyjmowały.
Biskup kwestię sedewakantyzmu poruszał niekiedy w ramach swoich cotygodniowych, publikowanych w internecie komentarzy, na przykład w jednym z ostatnich: Komentarz Eleison nr CMXI (911) z 28 grudnia 2024, który nosi tytuł: Przeciw sedewakantyzmowi.
Jako że pojawiają się w polskojęzycznej sferze internetowej wypowiedzi niezgodne z prawdą, zaliczające Biskupa Williamsona i tzw. Ruch Oporu do nurtu sedewakantystycznego, powyższe skromne przypomnienie przysłuży się prawdzie.

Jedno z duszpasterstw,
które powstało za radą i z błogosławieństwem
J.E. Bp. Richarda Williamsona – więcej

Pius XI, Encyklika Casti connubii (17)

b. Zamach na życie dziecka (indykacje)

Wspomnieć musimy, Czcigodni Bracia, o innej jeszcze zbrodni, zagrażającej życiu dziecka, znajdującemu się w łonie matki. W tej sprawie pragną jedni decyzję uzależnić od woli ojca albo matki. Inni znów chcą na ten proceder wówczas tylko zezwolić, jeśli zachodzą wyjątkowo ważne powody, które nazywają indykacją medyczną, społeczną czy eugeniczną. Wszyscy domagają się, aby państwowe ustawy karne, ścigające zamach na życie dziecięcia w łonie matki, indykacje ich (nie wszyscy bronią tej samej) uznały i karami nie okładały. Żąda się nawet tu i ówdzie, by władze publiczne wzięły w ręce swoje wykonanie tej śmiercionośnej operacji, co jak to niestety wszystkim wiadomo, gdzieniegdzie się dzieje.
W sprawie indykacji medycznej lub terapeutycznej – by użyć tych określeń – wyraziliśmy już, Czcigodni Bracia, głębokie swoje współczucie dla takiej matki, której spełnieniu obowiązku naturalnego zagrażają choroby a nawet śmierć. Lecz jakiż kiedykolwiek przytoczyć można powód dla usprawiedliwienia zamierzonego zabójstwa niewinnego dziecięcia? A przecież o to tu chodzi. I czy ono godzi w życie matki, czy w życie dziecka, zawsze sprzeciwia się przykazaniu Bożemu i głosowi przyrodzonemu: „Nie będziesz zabijał” (Wj 20, 13; por. Decr. S. Offic., 4 V 1898, 24 VII 1895, 31 V 1884). Życie dziecięcia tak samo jest święte, jak życie matki. Stłumić go nikt, nawet państwo, nigdy nie będzie miało prawa. Niedorzecznie bardzo przywodzi się przeciw tym niewinnym istotom prawo miecza, gdyż ono obejmuje jedynie winnych. Nie wchodzi tu także w grę zasada godziwości krwawej obrony przeciw napastnikowi (któż bowiem niewinne takie maleństwo mógłby nazwać napastnikiem?). Nie ma też żadnego tzw. prawa „bezwzględnej konieczności”, które by mogło usprawiedliwić uśmiercenie niewinnego dziecka. Zasługują zatem na pochwałę owi sumienni i doświadczeni lekarze, którzy starają się i życie matki i życie dziecięcia zachować i obronić. Niegodnymi natomiast okazaliby się szlachetnego miana i tytułu lekarskiego ci, którzy by ze względów leczniczych albo przez niewłaściwe współczucie nastawali na życie matki lub płodu.
Wywody te zgadzają się zupełnie z ostrymi wyrzutami, wygłoszonymi przez Biskupa Hippońskiego przeciw małżonkom, którzy usilnie wystrzegają się potomstwa, a gdy się zawiodą, zbrodniczo je niszczą. Pisze bowiem: „Rozpustne to okrucieństwo albo raczej okrutna rozpusta zapędza się nieraz tak daleko, że używa trucizn przeciw zapłodnieniu, a gdy zawiodą, niweczy jakimiś środkami poczęty płód w łonie i spędza go. Wolą tacy ludzie, by potomstwo już ginęło, nim jeszcze żyć zaczęło, lub, gdy już było w żywocie, wolą je zabić, niż pozwolić mu ujrzeć światło. Jeśli oboje są takimi, nie można doprawdy nazywać ich małżonkami, a jeśli od początku takimi byli, współżycie ich nie było małżeństwem, lecz nierządem. Jeśli zaś nie oboje są takimi, powiem wprost: albo ona jest poniekąd nałożnicą męża, albo on cudzołoży z żoną swoją” (Św. Augustyn, De nupt. et concupisc., cap. XV).
Wolno natomiast i powinno się mieć na względzie to wszystko, co przemawia za indykacją społeczną i eugeniczną, byleby się to osiągało środkami dozwolonymi, uczciwymi i w słusznych granicach. Chcieć wszelako zabójstwem niewinnych zaradzić owym koniecznościom, na których owe indykacje polegają, byłoby rzeczą niemądrą i przeciwną przykazaniu Bożemu, wypowiedzianemu słowy Apostoła: „Nie mamy czynić złych rzeczy, aby z nich wyszły dobre” (Rz 3, 8).
W końcu nie powinny rządy i ciała ustawodawcze o tym zapominać, że jest to ich obowiązek stanąć za pomocą odpowiednich ustaw i kar w obronie życia niewinnych. Obowiązek ten jest tym pilniejszy, im mniejsza możliwość samoobrony u tych, których życie jest zagrożone i zwalczane. Do nich zaliczyć należy przede wszystkim dzieci w łonie matki. Jeśli zatem władze państwowe owych maleństw nie tylko nie bronią, lecz ustawodawstwem swoim i zarządzeniami na ten proceder się godzą i maleństwa owe w ten sposób wydają w ręce lekarzy i innych osób na śmierć pewną, niech pamiętają o tym, że Bóg jest sędzią i mścicielem krwi niewinnej, wołającej z ziemi do nieba (Rz 4, 10).
Odrzucić w końcu należy pewne dążenia, odnoszące się bezpośrednio do przyrodzonego prawa człowieka w sprawie jego małżeństwa, lecz pozostające także w związku z dobrem potomstwa. W przesadnej trosce o cele eugeniki, nie ograniczają się niektórzy do udzielania higienicznych wskazówek, jak najlepiej zapewnić zdrowie i rozwój fizyczny potomstwa – co się zdrowemu rozumowi nie sprzeciwia – lecz stawiają względy eugeniczne ponad wszystkie inne, nawet wyższego rzędu cele małżeństwa. Domagają się zatem, by zawarcie małżeństwa z urzędu zabronionym było tym wszystkim, którzy według zasad i przewidywań naukowej eugeniki przez dziedziczność ułomne i upośledzone mieć będą potomstwo, choćby sami bez wszystkiego małżeństwo mogli zawrzeć. Mało jeszcze. Mocą ustawy mają, nawet wbrew własnej woli, przez zabieg lekarski pozbawieni być swej naturalnej siły rozrodczej. Zabiegu takiego nie wolno dokonać ani z wyroku sądowego za karę jakichś ich zbrodni, ani dla zapobieżenia przyszłym ich przestępstwom. Przypisywanie takiego prawa władzy świeckiej sprzeciwia się wszelkiemu prawu Bożemu i ludzkiemu, i nigdy go ta władza nie miała, ani według sprawiedliwości mieć nie może.
Wyznawcy takich poglądów niesłusznie zapominają o tym, że rodzina jest rzeczą ważniejszą, niż państwo, że ludzie nie tyle dla ziemi i doczesności się rodzą, ile dla nieba i wieczności. A jeśli chodzi o ludzi, zdolnych skądinąd do małżeństwa, którzy mimo wszelkiej zapobiegliwości i starań prawdopodobnie ułomne tylko zrodzą potomstwo, nie wolno ich winić za zawieranie małżeństwa, chociaż z drugiej strony często im małżeństwo odradzać się powinno.
Państwu nie przysługuje żadna bezpośrednia władza nad ciałem podwładnych. Jeśli nie ma winy i tym samym powodu do kary cielesnej, nie wolno mu naruszyć całości ciała albo go kaleczyć, ani ze względów eugeniki ani z innych jakichkolwiek powodów. Takaż jest nauka św. Tomasza z Akwinu. Roztrząsając zagadnienie, czy sędziom dla zapobieżenia złemu w przyszłości wolno kogoś ukarać, zezwala na to, jeśli chodzi o jakieś inne kary, ale zupełnie słusznie przeczy, jeśli chodzi o kaleczenie ciała: „Sądom ludzkim nie przysługuje nigdy prawo wymierzenia komuś niewinnemu kary cielesnej, czy to śmierci, czy kaleczenia, czy chłosty” (Summ. theolog., II-II, q. 108 a. 4 ad. 2).
Jest to zresztą nauką chrześcijańską i także wynikiem ludzkiego rozumowania, że poszczególny człowiek częściami swego ciała tylko do tych celów rozporządza, do których przez przyrodę są przeznaczone. Nie można ich niszczyć lub kaleczyć, lub w jakiś inny sposób udaremniać naturalnego ich przeznaczenia, chyba że tego wymaga zdrowie ciała całego.

Pierwsza sobota miesiąca

Praktyka pięciu pierwszych sobót jest związana z objawieniami fatimskimi.
Warunki – w pierwsze soboty miesiąca, przez pięć miesięcy z rzędu:

1. Przystąpić do spowiedzi. Można także skorzystać z Sakramentu Pokuty wcześniej, byleby w tym dniu być w stanie łaski uświęcającej, bez grzechu ciężkiego.
2. Przyjąć Komunię Świętą.
3. Odmówić jedną część Różańca – pięć tajemnic.
4. Przez piętnaście minut rozważać tajemnice różańcowe.

Niezbędnym warunkiem odprawienia nabożeństwa pięciu pierwszych sobót jest nastawienie, z jakim te cztery powyższe praktyki wypełniamy: Intencja wynagrodzenia, czyli ekspiacji, za zniewagi i grzechy popełniane przeciw Niepokalanemu Sercu Maryi.

W każdą pierwszą sobotę miesiąca oratorium jest otwarte jeszcze przynajmniej kwadrans po Różańcu, aby dać wiernym, praktykującym pięć pierwszych sobót, możliwość odprawienia piętnastominutowej medytacji.

U fundamentów diagnozy i remedium

U podstaw przezwyciężenia trwającego już kilkadziesiąt lat zamętu powszechnego w strukturach kościelnych leży nieskorumpowana, prawdziwa odpowiedź na pytanie:

Czy religia krzewiona od kilkudziesięciu lat w oficjalnych strukturach kościelnych jest tą samą religią – katolicką – którą Kościół Katolicki krzewił nieomylnie przez dwadzieścia wieków?

Od nieskorumpowanej, prawdziwej odpowiedzi na powyższe pytanie zawisło uzusadnienie i podejmowanie działań – także niepospolitych – mających na celu obronę i kontynuację katolickiego depozytu wiary.
Od nieskorumpowanej, prawdziwej odpowiedzi na powyższe pytanie zawisła nadzieja przywrócenia Chrystusowego ładu w strukturach kościelnych.
Od nieskorumpowanej, prawdziwej odpowiedzi na powyższe pytanie zawisła nasza wierność Prawdzie i nasze zbawienie, tylko bowiem wiara katolicka – jako jedyna prawdziwa – daje zbawienie.
Dziwić się należy, że wielu nie stawia tak elementarnego pytania. My je stawiajmy – z powagą i rzetelnie.
Dopowiedzmy. Bez uwzględnienia tej kwestii trudno nawet mówić o poważnej debacie na temat aktualnej sytuacji katolików i o uzasadnieniu i podejmowaniu stosownych działań naprawczych.

Pierwszy piątek miesiąca

Kochajmy Pana, bo Serce Jego
żąda i pragnie serca naszego.
Dla nas Mu włócznią boleść zadana.
Kochajmy Pana, kochajmy Pana!

Pan nasz Jezus Chrystus mówił 16 czerwca 1675 roku do św. Małgorzaty Marii Alacoque:

Oto Serce, które tak bardzo ukochało ludzi, że nie oszczędzając się, wyczerpało się i strawiło dla okazania im swojej miłości. W nagrodę za to większa ich liczba oddaje mi samą tylko niewdzięczność; nie przestają bowiem znieważać Mnie nieuszanowaniem i świętokradztwem oraz oziębłością i wzgardą, okazywaną mi w tym Sakramencie miłości.

Pierwszy piątek miesiąca. Po Mszy Świętej Litanią i śpiewem uczcimy Najświętsze Serce Jezusowe.
Praktykujmy nabożeństwo dziewięciu pierwszych piątków.
Czytajmy z uwagą dwanaście obietnic, jakie Pan Jezus dał św. Małgorzacie Marii Alacoque. Wśród nich znajdujemy słowa:

Przyrzekam w nadmiarze miłosierdzia Serca mojego, że wszechmocna miłość moja udzieli tym wszystkim, którzy komunikować będą w pierwsze piątki przez dziewięć miesięcy z rzędu, łaskę pokuty ostatecznej, że nie umrą w stanie niełaski mojej ani bez sakramentów i że Serce moje stanie się dla nich bezpieczną ucieczką w godzinę śmierci.

Przeczytajmy z uwagą 12 obietnic – więcej

Warunkiem praktyki dziewięciu pierwszych piątków jest: przez 9 pierwszych piątków z rzędu przystąpić z czystym sercem (w stanie łaski uświęcającej) do Komunii Świętej.

Dusza katolicka gorliwa – o ile okoliczności pozwolą – w pierwszy piątek miesiąca przybiegnie na Mszę Świętą w rycie rzymskim i nabożeństwo ku czci Najświętszego Serca Jezusowego, aby godnie uczcić Najświętsze Serce, wynagradzać (ekspiacja) za grzechy, jeśli trzeba, odprawić dobrą spowiedź, oraz przystąpić pobożnie do Komunii Świętej.
W piątki odprawiajmy nabożnie Drogę Krzyżową.

Pierwszy czwartek miesiąca

Pierwszy czwartek miesiąca zwyczajowo nawiązuje do Wielkiego Czwartku, kiedy Pan nasz Jezus Chrystus ustanowił Najświętszy Sakrament i Sakrament Kapłaństwa.
Pan nasz Jezus Chrystus poleca: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proścież tedy Pana żniwa, aby wysłał robotników na żniwo swoje” (Łk 10, 2). Módlmy się zatem często o nowe, święte powołania kapłańskie i módlmy się o świętość, potrzebne łaski i zdrowie dla ktolickich biskupów i kapłanów.
Dzisiaj dziękujmy Panu Bogu za dar Najświętszego Sakramentu i Sakramentu Kapłaństwa, i módlmy się:

– za biskupów i kapłanów katolickich, aby z Bożą pomocą wiernie wypełniali obowiązki swego powołania,
– za kleryków, aby gorliwie przygotowywali się do kapłaństwa,
– o nowe święte powołania kapłańskie,
– o nawrócenie duchowieństwa novus ordo na wiarę katolicką.

W tych intencjach pilnych modlimy się po Mszy Świętej w pierwsze czwartki miesiąca.

Dusza katolicka gorliwa – o ile okoliczności pozwolą – w pierwszy czwartek miesiąca chętnie przybiegnie na Mszę Świętą w rycie rzymskim, jeśli trzeba, odprawi dobrą spowiedź, czystym sercem przyjmie Komunię Świętą i gorliwie pomodli się w powyższych intencjach.


Czym jest sakrament kapłaństwa?
Kapłaństwo jest sakramentem, który daje władzę sprawowania świętych obowiązków związanych z kultem Bożym i zbawieniem dusz, który wyciska na duszy osoby przyjmującej ten sakrament charakter sługi Bożego.

Kiedy Jezus Chrystus ustanowił sakrament kapłaństwa?
Jezus Chrystus ustanowił sakrament kapłaństwa podczas Ostatniej Wieczerzy, gdy udzielił Apostołom i ich następcom władzy konsekrowania Przenajświętszego Sakramentu. Następnie w dzień swego zmartwychwstania udzielił im władzy odpuszczania i zatrzymywania grzechów, a więc ustanowił ich pierwszymi kapłanami Nowego Przymierza w pełni ich władzy kapłańskiej.

Czy godność kapłana chrześcijańskiego jest wielką godnością?
Godność kapłana chrześcijańskiego jest w istocie wielką godnością z powodu dwojakiej władzy, której Jezus Chrystus udzielił kapłanom, a więc władzy nad Jego rzeczywistym ciałem i nad Jego ciałem mistycznym czyli Kościołem oraz z powodu Boskiej misji, która została powierzona kapłanom, aby prowadzili ludzkość do wiecznego zbawienia.

Czy kapłaństwo katolickie jest niezbędne w Kościele?
Kapłaństwo katolickie jest niezbędne w Kościele, gdyż bez niego wierni byliby pozbawieni Ofiary Mszy Świętej i większej części sakramentów, nie miałby ich kto nauczać zasad wiary i byliby jak trzoda bez pasterza wydana na łup wilków, a więc Kościół nie mógłby przetrwać w takiej formie jak go ustanowił Jezus Chrystus.

Czy grzechem jest znieważanie kapłanów?
Znieważanie kapłanów jest bardzo ciężkim grzechem, gdyż zniewagi i obelgi wymierzone w kapłanów spadają na samego Jezusa Chrystusa, który powiedział swym Apostołom: «Kto wami gardzi, ten mną gardzi».

Jakie są obowiązki wiernych względem tych, którzy zostali powołani do kapłaństwa?
Wierni powinni:

1) Pozostawić swym dzieciom i osobom zależnym pełną wolność pójścia za głosem powołania.
2) Modlić się do Boga, aby zechciał udzielić swemu Kościołowi dobrych pasterzy i gorliwych sług. Modlitwy te powinny być odmawiane zwłaszcza w okresie Suchych Dni.
3) Okazywać szczególny szacunek osobom poświęconym służbie Bożej przez święcenia kapłańskie.

Katechizm katolicki św. Piusa X, Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu, 2020

Pius XI, Encyklika Casti connubii (16)

1. Fałszywe zapatrywania na potomstwo
a. Nadużycia małżeństwa

Aby już, Czcigodni Bracia, przejść do omówienia spraw, sprzeciwiających się poszczególnym dobrom małżeństwa, zacznijmy od potomstwa. Wielu ośmiela się nazywać je przykrym ciężarem małżeństwa i poleca wystrzegać się go starannie, nie przez uczciwą wstrzemięźliwość (która za zgodą obojga małżonków także w małżeństwie jest dozwolona), lecz gwałceniem aktu naturalnego. Na te zbrodnicze czyny pozwalają sobie jedni dlatego, że sprzykrzywszy sobie dzieci, zażywać pragną samej rozkoszy bez ciężarów, inni tym się zasłaniają, że ani wstrzemięźliwości zachować, ani też potomstwem obarczać się nie mogą, czy to ze względu na siebie, czy to na małżonkę, czy też na swój stan majątkowy.
Ale nie ma takiej przyczyny, choćby najbardziej ważnej, która by zdołała z naturą uzgodnić i usprawiedliwić to, co samo w sobie jest naturze przeciwne. Otóż akt małżeński z natury swej zmierza ku płodzeniu potomstwa. Działa zatem przeciw naturze i dopuszcza się niecnego, w istocie swej nieuczciwego czynu ten, kto spełniając uczynek, świadomie pozbawia go jego skuteczności.
Nie dziw więc, że według świadectwa Pisma świętego Bóg w majestacie swoim haniebną tę zbrodnię straszliwym swoim ścigał gniewem i niekiedy nawet ukarał śmiercią, jak o tym wspomina św. Augustyn: „Bezprawnie i haniebnie używa małżeństwa choć z własną żoną ten, kto unika potomstwa. Tak czynił Onan, syn Judy, i dlatego uśmiercił go Bóg” (Św. Augustyn, De coniug. adult., lib. II. n. 12; por. Rdz 38, 8-10; S. Poenitent., 3 IV, 3 VI 1916).
Ponieważ od niedawna niektórzy, jawnie odstępując od nauki chrześcijańskiej, przekazanej od początku i niezłomnie zachowanej, sądzili że w obecnych czasach inną w tym przedmiocie należy głosić naukę, dlatego Kościół Katolicki, któremu sam Bóg powierzył zadanie nauczania i bronienia czystości i uczciwości obyczajów, Kościół ten, pragnąc pośród tego rozprzężenia obyczajów zachować związek małżeński czystym i od tej zakały wolnym, odzywa się przez usta Nasze głośno i obwieszcza na nowo: Ktokolwiek użyje małżeństwa w ten sposób, by umyślnie udaremnić naturalną siłę rozrodczą, łamie prawo Boże oraz prawo przyrodzone i obciąża sumienie swoim grzechem ciężkim.
Powodowani troską o zbawienie wszystkich dusz, upominamy zatem najwyższą swoją powagą spowiedników i duszpasterzy, aby wiernych swoich w sprawie tego niesłychanie ważnego przykazania Bożego nie pozostawiali w błędzie. Tym bardziej upominamy ich nadto, by sami nie zarażali się tymi zgubnymi zapatrywaniami i w sprawach tych żadną miarą nie byli pobłażliwi. Jeśliby zaś spowiednik albo duszpasterz jakiś – broń Boże – wiernych swoich w takie błędy wprowadził, albo ich, czy to dając zezwolenie, czy też podstępnie milcząc, w nich utwierdził, niech wie, że będzie musiał Bogu Najwyższemu Sędziemu, zdać surowy rachunek ze sprzeniewierzenia się powołaniu swemu, i że do niego odnoszą się słowa Chrystusowe: „Ślepi są, i wodzowie ślepych. A ślepy, jeśliby ślepego prowadził, obaj w dół wpadną” (Mt 15, 14; S. Off. 22 XI 1922).
W obronie grzesznego używania małżeństwa zaś przytacza się często powody urojone albo przesadne – o bezwstydnych bowiem nie chcemy wspominać. Przecież dobra Matka, Kościół, zna doskonale i docenia zdrowotne względy, zagrażające życiu matki, o które tu chodzi. Któż może bez głębokiego współczucia o tym myśleć? Kogo nie ogarnia podziw najwyższy na widok matki, w bohaterskim poświęceniu gotowej iść na niechybną niemal śmierć, byle ocalić życie dziecka, spoczywającego pod jej sercem? Jej cierpienia, poniesione w bezwzględnym spełnieniu obowiązku naturalnego, Bóg jedynie w przebogatym zmiłowaniu swoim będzie mógł wynagrodzić i dać doprawdy miarę nie tylko natłoczoną, ale opływającą (Łk 6, 38).
Wie również doskonale Kościół Święty, że nieraz jedna strona znosi raczej aniżeli popełnia grzech, zezwalając z ważnego na ogół powodu, wbrew własnej woli, na naruszenie właściwego porządku. Strona ta jest w takim wypadku bez winy, byleby nie zapomniała o obowiązku miłości bliźniego i drugą stronę starała się od grzechu powstrzymać. Nie można i tych małżonków pomawiać o występek przeciw porządkowi przyrodzonemu, którzy z praw swoich w naturalny i prawidłowy sposób korzystają, chociaż się już potomstwa spodziewać nie mogą dla powodów naturalnych czy to wieku, czy też innych jakichś ułomności. Małżeństwo bowiem i używanie go obejmuje jeszcze drugorzędne cele, jak wzajemną pomoc, wzajemną miłość i uśmierzanie pożądliwości. Do tych celów wolno małżonkom dążyć, jeśli tylko przestrzegają prawidłowości owego aktu i podporządkowują go celowi pierwszemu.
Wielce też wzruszają Nas skargi owych małżonków, którzy srogim niedostatkiem dotknięci, z trudem ledwie dzieci wyżywić mogą.
Należy się jednak mieć na baczności, by opłakany stan majątkowy nie stał się przyczyną jeszcze bardziej opłakanych błędów. Nie ma bowiem takich trudności, które by mogły znieść prawomocność przykazań Bożych, zabraniających czynów złych ze swej istoty. W jakichkolwiek okolicznościach małżonkowie mogą zawsze, za łaską Bożą, w stanie swoim żyć uczciwie i czystość małżeńską zachować bez owych niecnych występków. Niezachwianie bowiem trwa prawda nauki chrześcijańskiej, orzeczona przez urząd nauczycielski Soboru Trydenckiego: „Niech nikt nie przychyla się do owego zuchwałego zdania, odrzuconego przez Ojców pod groźbą wyklęcia, że człowiek usprawiedliwiony przykazań Bożych przestrzegać nie może. Bóg bowiem rzeczy niemożliwych nie nakazuje, a nakazując coś, upomina, abyś czynił, co zdołasz, uprosił sobie, czego nie zdołasz, a On pomoże, byś zdołał” (Conc. Trident., sess. VI, I/A, cap. 11). Tę samą prawdę ponownie i uroczyście ogłosił i zatwierdził Kościół, potępiając kacerstwo Janseniusza, który dobroć Boga bluźnierczo zaczepić się ośmielił twierdzeniem: „Niektóre przykazania Boże przerastają obecne siły ludzi, pragnących i usiłujących je spełnić w stanie usprawiedliwienia: brak im również łaski, dzięki której przykazania stałyby się wykonalnymi” (Const. Apost. Cum occasione, 31 V 1653, prop. 1).