Pius XI, Encyklika Casti connubii (24)

1. Powrót do Bożej idei małżeństwa

Ku temu najpierw przywołać sobie należy na pamięć oczywistą ową prawdę, uznaną przez zdrową filozofię, a nie mniej przez świętą teologię: cokolwiek odchyliło się od przepisanego porządku, tym tylko sposobem dojdzie na nowo do pierwotnego i przyrodzonego stanu, że wróci do Boskiej normy, która (jak uczy Doktor Anielski; Sum. Theol. I-II, q. 91, a. 1-2) jest wzorem wszelkiej prawości. Podkreślił to słusznie przeciw naturalistom śp. poprzednik Nasz Leon XIII tymi bardzo doniosłymi słowy: „Prawo to Opatrzności Bożej, że urządzenia Boże i przyrodzone tym okazują się dla nas pożyteczniejsze i zbawienniejsze, im więcej trwają nieskażone i niezmienione w nadanym sobie stanie; wiedział bowiem dobrze Twórca wszechrzeczy, Bóg, co przyczynia się do ich ustroju i zachowania i tak je wolą swą i myślą uporządkował, żeby każda z nich cel swój należycie mogła osiągnąć. Jeśli jednak zuchwalstwo i przewrotność ludzi zmienić i zamącić chce porządek rzeczy opatrznościowo ustalony, wtedy najmędrsze nawet i najpożyteczniejsze urządzenia poczynają szkodzić, albo przestają korzyść przynosić, bo albo przez zmianę utraciły moc pomagania, albo Bóg sam takie nałożyć chciał kary na pychę i zuchwałość śmiertelnych” (Arcanum). Aby więc w sprawach małżeńskich wrócił ład należyty, powinni wszyscy myśl Bożą o małżeństwie rozpatrzyć i do niej starannie się zastosować.

Nabożeństwa wielkopostne

W Wielkim Poście gromadźmy się gorliwie na nabożeństwa pasyjne:

– w piątki Drogę Krzyżową,
– w niedziele Gorzkie Żale.

Mieć nabożeństwo do Męki Pańskiej znaczy (…) czcić tę Mękę przez rozmyślanie o niej, przez odprawianie drogi krzyżowej, przez takie akty strzeliste, jak np. Adoramus Te Christe itd. albo Któryś za nas cierpiał rany – przez zadawanie sobie w piątki pewnych umartwień itd.; a zarazem uciekać się do Ran Pańskich, już to po światło w wątpliwościach, już po pomoc w pokusach, już po pociechę w cierpieniach. Czyli i ja tak czynię?… Mogęli śmiało powiedzieć, że mam gorące nabożeństwo do Męki Pańskiej?…
Św. Bp Józef Sebastian Pelczar

Pius XI, Encyklika Casti connubii (23)

III. ŚRODKI ODNOWIENIA MAŁŻEŃSTWA

Podziwialiśmy dotąd, Czcigodni Bracia, z uwielbieniem zarządzenia najmędrszego Stwórcy i Zbawiciela rodu ludzkiego o małżeństwie, bolejąc jednocześnie nad tym, że ludzkie namiętności, błędy i występki niweczą i w pogardę podają dziś powszechnie tak zbawienne zamierzenia Bożej dobroci. Godzi się więc, byśmy z ojcowską niejako troskliwością zastanowili się nad odnalezieniem odpowiednich środków, które by usunęły zgubne nadużycia przez Nas napiętnowane i przywróciły małżeństwu należne mu poszanowanie.

Ks. Jacek Bałemba SDB, Kazanie na Środę Popielcową, 18.02.2026

Kazanie na Popielec, 18.02.2026
Lekcja: Jl 2, 12-19
Ewangelia: Mt 6, 16-21

Meménto, homo, quia pulvis es,
et in púlverem revertéris.
Pamiętaj człowiecze, że prochem jesteś
i w proch się obrócisz.

Pość, gdy zgrzeszyłeś;
pość, abyś nie zgrzeszył;
pość, abyś łaskę otrzymał.
Św. Jan Chryzostom

Pobierz »

.

Św. Józef wstawia się u Boga o nawrócenie grzeszników

Ojcowie Kościoła są zdania, że nawrócenie jednego grzesznika większym jest dziełem Bożym, aniżeli stworzenie całego świata. Św. Augustyn mówi: „Usprawiedliwienie grzeszników większym, trudniejszym i więcej Boskim jest dziełem, aniżeli stworzenie całego świata”.
Grzesznik nic nie jest w stanie zrobić, aby sobie to nawrócenie wysłużyć, bo podobny jest do owego człowieka ewangelicznego, który idąc z Jeruzalem do Jerycha napadnięty został przez zbójców, poraniony śmiertelnie, zostawiony na wpół żywy podle drogi i już się podnieść nie mógł. Cała więc nadzieja jego w miłosierdziu, w łasce Pana Boga. Tę łaskę daje Pan Bóg bardzo często na prośby Świętych swoich. Pomiędzy Świętymi zaś, jednym z najgorętszych orędowników, wstawiających się o nawrócenie i zbawienie grzeszników, jest św. Józef.
Ks. W. Mrowiński T.J., Miesiąc marzec

W każdą środę modlimy się do św. Józefa, który patronuje naszemu duszpasterstwu. Po Mszy Świętej w środy prosimy szczególnie za Kościół święty, za Stolicę Apostolską, za katolickie duchowieństwo, o powszechny powrót ortodoksji katolickiej, za katolickie duszpasterstwa, szkoły i inne dzieła katolickie, o nawrócenie grzeszników, o pomoc dla kuszonych, za chorych, za konających, o pokój na świecie, za naszą Ojczyznę, za rodziców, wychowawców, nauczycieli, młodzież i dzieci, o obfite owoce duchowe naszego duszpasterstwa, za jego dobroczyńców i ofiarodawców, za nasze rodziny oraz w naszych osobistych intencjach, które możemy składać w pojemniku przy tablicy ogłoszeń.

Dwa aspekty Wielkiego Postu

Przeżyjmy tegoroczny Wielki Post z gorliwością. Weźmy sobie do serca dwa istotne wymiary Wielkiego Postu, które przynosi nam Kościół Katolicki: wymiar pasyjny i wymiar ascetyczny.
Po pierwsze wymiar pasyjny. Passio Domini. Męka Pańska. Rozważajmy Mękę i Śmierć naszego Zbawiciela, cenę naszego zbawienia. Bierzmy udział w tradycyjnych nabożeństwach pasyjnych: w piątki po Mszy Świętej będziemy odprawiać wspólnie Drogę Krzyżową, a w niedziele po Mszy Świętej będziemy śpiewać Gorzkie Żale – głębokie polskie nabożeństwo, strofą i melodią wprowadzające nasze dusze w przepaść Męki Pańskiej, w tajemnicę miłości Bożej. Chętnym sercem ofiarujmy Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi cierpiącemu nasz czas, naszą gorliwą modlitwę, rozważanie i nabożny śpiew.
Po drugie wymiar ascetyczny. Już sama nazwa „Wielki Post” woła o umartwienie, o wyrzeczenie, o post. I ma to być wielki post. Wierni dawniejszym zwyczajom postnym, w Środę Popielcową oraz we wszystkie piątki i soboty Wielkiego Postu zachowujmy post ścisły. Post ścisły to znaczy, że nie spożywamy potraw mięsnych oraz spożywamy tylko jeden posiłek do sytości w ciągu dnia oraz ewentualnie dwa skromne. A w pozostałe dni powszednie – to znaczy w poniedziałki, wtorki, środy i czwartki – zachowujmy post ilościowy, który jest bardzo podobny do postu ścisłego, z tym że przy głównym posiłku możemy spożywać potrawy mięsne. Oprócz tego możemy spożyć w ciągu dnia dwa skromne posiłki bezmięsne.
W Wielkim Poście – pośćmy! I niech będzie to wielki post. Prawdziwie wielki!
W dniach wielkopostnych odprawmy dobrą i dobrze przygotowaną spowiedź. I pokutujmy za swoje grzechy.
Z równą pilnością powinniśmy zarówno unikać grzechu, jak i – uwzględniając zranienia ludzkiej natury i skłonność do zła (skutek grzechu pierworodnego)  – ze skruchą, z pokorą i ufnością powinniśmy prosić Pana naszego Jezusa Chrystusa o przebaczenie naszych grzechów, któreśmy popełnili.

Pius XI, Encyklika Casti connubii (22)

b. Rozwody

Wspomnieliśmy już, Czcigodni Bracia, że największą przeszkodę dla upragnionego przez Chrystusa Odkupiciela odnowienia i udoskonalenia małżeństwa stanowi wzmagająca się co dzień łatwość w uzyskaniu rozwodów. Owszem, zwolennicy nowopogańskiego poglądu na świat, nie pouczeni smutną rzeczywistością, z dnia na dzień zawzięciej nacierają na świętą nierozerwalność małżeństwa i na ustawodawstwo nad nią czuwające. Cel, do którego dążą, jest uchwalenie dopuszczalności rozwodów i zastąpienie przestarzałego ustawodawstwa nowym, bardziej ludzkim.
Przeróżne i liczne przytaczają powody w obronie rozwodów. Jedne wynikające z wad lub win ludzkich, drugie wypływające ze stosunków wewnętrznych (tamte nazywają podmiotowymi, te zaś przedmiotowymi), poza tym wszystko to, co wspólne życie rodzinne utrudnia i uprzykrza. Słuszność tych powodów i pożądanych ustaw pragną udowodnić w przeróżny sposób. Najpierw ze względu na dobro obojga małżonków: jeśli jedna strona jest bez winy, skorzystać może z prawa opuszczenia strony winnej, a jeśli zawiniła ciężko, może być wyłączona ze związku, dla drugiej strony wstrętnego i wymuszonego. Inny powód przytacza się ze względu na dobro dzieci, które albo całkiem nie doznają prawidłowego wychowania, albo u których wychowanie będzie bezskuteczne z tego powodu, że zgorszone waśniami rodziców lub innym jakimś złym przykładem, zbyt łatwo schodzą z drogi uczciwości. Ostatnim powodem ma być ogólne dobro społeczeństwa, które wymaga zniesienia tych małżeństw, które naturalnego swego zadania spełnić już nie mogą. Poza tym ustawy winny udzielać rozwodów dla zapobiegania przestępstwom, których słusznie obawiać się należy wskutek dobrowolnego czy wymuszonego współżycia oraz by nie wystawiać coraz bardziej na pośmiewisko sądów i powagi ustaw; małżonkowie bowiem, celem uzyskania upragnionego rozwodu, dopuszczają się umyślnie zbrodni, dla których sędzia w myśl ustaw małżeństwo rozwiązać może, albo kłamią zuchwale przed sędzią, dobrze stan rzeczy rozumiejącego, że przestępstw owych się dopuścili i potwierdzają to krzywoprzysięstwem. Stąd bredzi się, że należy koniecznie ustawodawstwo do takich konieczności, do nowych warunków, do opinii publicznej, do stosunków i obyczajów nowoczesnych państw dostosować. Każdy z tych powodów z osobna, tym bardziej zaś razem wzięte mają niezbicie przemawiać za koniecznością rozwodów.
Inni posunęli się z podziwu godną czelnością jeszcze dalej i rozumują: ponieważ małżeństwo jest układem czysto prywatnym, podlegać powinno, jak każda inna umowa prywatna, wyłącznie rozstrzygnięciu i woli obu stron układających się, które z jakiejkolwiek przyczyny małżeństwo rozwiązać mogą.
Wszelako, Czcigodni Bracia, naprzeciw tym szalonym pomysłom stoi niewzruszenie owo przykazanie Boże, przez Chrystusa w całej rozciągłości potwierdzone, którego żadne ustawy ludzkie, żadne narodów uchwały ani ustawodawcy wola obalić nie mogą: „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza” (Mt 19, 6). Gdyby zaś człowiek bezprawnie to rozłączał, byłoby to zupełnie bez znaczenia. Słusznie więc, jak tylokrotnie widzieliśmy, zapewnił Chrystus sam: „Każdy, który opuszcza żonę swą, a drugą pojmuje, cudzołoży; a kto przez męża opuszczoną pojmuje, cudzołoży” (Łk 16, 18). A słowa Chrystusowe odnoszą się do każdego małżeństwa, nawet do czysto naturalnego; każdemu bowiem małżeństwu prawdziwemu przysługuje owa nierozerwalność, która, o ile chodzi o rozwiązanie węzła, wyjęta jest spod uznania stron i spod wszelkiej władzy świeckiej.
Przypomnieć jeszcze należy uroczyste orzeczenie, które Sobór Trydencki, pod karą wyklęcia, w ten sposób potępił: „Jeśliby ktoś twierdził, że z powodu herezji albo przykrego pożycia, albo umyślnego oddalenia się od żony, węzeł małżeński rozerwany być może, niech będzie wyklęty” (Conc. Trid., sess. XXIV, I/B, can. 5). I dalej: „Jeśliby ktoś twierdził, że Kościół jest w błędzie, kiedy nauczał i naucza, zgodnie z nauką Ewangelii i Apostołów, że węzeł małżeński z powodu cudzołóstwa jednej strony rozerwanym być nie może i że druga strona, choćby niewinna, która powodu do cudzołóstwa nie dała, za życia drugiej strony innego małżeństwa zawrzeć nie może, dalej, że dopuszcza się cudzołóstwa, kto niewierną zwalnia i bierze inną, że także ta się dopuszcza cudzołóstwa, co męża opuściwszy, za innego wychodzi: niech będzie wyklęty” (Conc. Trid., sess. XXIV, I/B, can. 7).
Nie mylił się Kościół i nie myli się tak nauczając. Jest zatem rzeczą zupełnie pewną, że węzeł małżeński, nawet z powodu cudzołóstwa rozerwanym być nie może. Z tego wynika niewątpliwie, że wszelkie inne powody, słabsze jeszcze, zwykle na korzyść rozwodów przytaczane, mniejszą jeszcze wagę mają i pominięte być mogą.
Poza tym nietrudno o odparcie owych trzech zarzutów, powyżej przeciw nierozerwalności węzła małżeńskiego wysuniętych. Wszystkie owe przykre skutki można powściągnąć, a niebezpieczeństwa usunąć, gdy się w takich beznadziejnych wypadkach zezwala małżonkom na rozejście niezupełne, tj. takie, że węzeł pozostaje cały i nienaruszony. Takie rozłączenie przewiduje prawo kościelne zupełnie wyraźnie w przepisach tyczących się separacji od łoża, stołu i mieszkania (C.J.C., c. 1128 nn). Ustalenie wszystkich warunków takiej separacji, przyczyn, sposobów dokonania i zastrzeżeń, które by zapewniły wychowanie potomstwa i całość rodziny, oraz które by w miarę możliwości uwzględniały wszystkie trudności wypływające bądź dla małżonków, bądź dla potomstwa, bądź wreszcie dla społeczeństwa, wszystko to zależy jedynie od prawa kościelnego, do zakresu zaś prawa świeckiego należą jedynie skutki cywilne tych spraw.
Wszelkie wyżej przytoczone względy, przemawiające za zupełną nierozerwalnością małżeństwa, posiadają moc dowodową i tam, gdzie chodzi o wykluczenie potrzeby i możności rozwodzenia się, i tam, gdzie odmawia się jakiejkolwiek władzy ziemskiej udzielania rozwodu. Ile bowiem korzyści płynie z nierozerwalności małżeństwa, tyleż na odwrót wynika nieszczęść z rozwodów, zgubnych niewypowiedzianie dla jednostek i całej społeczności ludzkiej.
Następnie zaś, – że użyjemy znowu słów poprzednika Naszego – trudno opisać, jak wiele wartości zawiera w sobie trwały węzeł małżeński, a jak wielki posiew złego dojrzewa z rozwodów. Tu bowiem, gdzie zasadę nierozerwalności małżeństwa zachowano, widzimy związki małżeńskie szczęśliwe w swej stałości i utwierdzeniu; tam gdzie małżonkowie się rozwodzą lub przynajmniej mają możność rozwiedzenia się, związki ich stają się niepewne albo niepokój i podejrzenia ich dręczą. Tu panuje wzajemna życzliwość i zespolenie wszelkich dóbr przedziwnie utwierdzone, tam z samej możności rozejścia się wynika opłakane ich rozpadanie. Tu zapewnione są najskuteczniejsze pomoce dla zachowania czystej wierności małżeńskiej, tam zaś pojawiają się zgubne pobudki niewierności. Tu zabezpieczona sprawa narodzenia, opieki i wychowania dzieci, tam wszystko zagrożone w swym istnieniu. Tu w wieloraki sposób przecięta sposobność do kłótni między rodzinami i krewnymi, tam jak najczęściej powstają okazje do niezgody. Tu z łatwością zarodki sporów mogą być stłumione, tam rozsiewa się je obficie. Tu przede wszystkim godność i obowiązki niewiasty, tak w życiu rodzinnym, jak i społecznym, są jej szczęśliwie przywrócone zupełnie, tam niegodnie są podeptane, przy czym żony narażają się na niebezpieczeństwo, że je mężowie opuszczą, gdyby nie chciały się poddać ich lubieżności” (Leon XIII, Arcanum).
A ponieważ, jak już pełnymi powagi słowy Leona XIII kończyć będziemy, „do obalenia potęgi społeczeństw nic tak się nie przyczynia jak zepsucie moralne, przeto łatwy stąd wniosek, że rozwody są największym wrogiem poszczególnych rodzin i państw całych. Rodzą się one ze skażonych obyczajów społeczeństwa i jak praktyka życia to stwierdza, otwierają dostęp do najgorszych zboczeń w życiu jednostek i społeczeństw. O wiele większym jeszcze okaże się to zło, skoro się zważy, że przyjąwszy raz zasadę możliwości rozwodów, na przyszłość nie zdoła się narzucić żadnych więzów, które by zdołały utrzymać tę możliwość w pewnych, wprzód przewidzianych, granicach. Bez wątpienia wielką jest moc przykładu, ale większa jeszcze siła namiętności. Toteż pod wpływem tych pobudek niechybnie dojdzie do tego, że żądza rozwodzenia się z dnia na dzień coraz bardziej rozrastać się będzie i pochłonie przeliczne dusze, jak choroba roznoszona przez zarazę, albo nurt wody wzbierający po przerwaniu tam” (Leon XIII, Arcanum).
Stąd, jak czytamy w tej samej Encyklice, „jeżeli te dążenia się nie zmienią, to nieustannie lękać się będą musiały poszczególne rodziny i cała ludzkość, żeby nie popaść nędznie bardzo… w zamęt i rozprzężenie wszelkiego ładu” (Leon XIII, Arcanum). A jak bardzo sprawdza się ta przepowiednia, wypowiedziana już przed pięćdziesięciu laty, widać z rosnącego z dnia na dzień zepsucia moralnego i niesłychanego wypaczenia życia rodzinnego w opanowanych przez komunizm krajach.