Istota masonerii. Tajemnica i przysięga
Różne istnieją sekty, które choć różnią się od siebie nazwą, ceremoniałem, formą lub pochodzeniem, pewną przecież wspólnotą celu i podobieństwem zasadniczych zadań ze sobą połączone, w rzeczy samej są tym samym, co sekta masońska, stanowiąca jakby punkt środkowy, z którego tamte wychodzą i do którego wracają.
Sekty te, jakkolwiek na pozór nie chcą się ukrywać w ciemnościach, zgromadzenia swe jawnie i publicznie odbywają, a nawet własne wydają dzienniki, mimo to, gdy głębiej im się przypatrzymy, mają cechę tajnych stowarzyszeń, i do nich należą. Wiele bowiem rzeczy u nich nosi na sobie piętno tajemnic, które za obowiązek sobie mają jak najstaranniej ukrywać nie tylko przed osobami nienależącymi do towarzystwa, ale nawet przed znaczną liczbą samych uczestników. Do takich tajemnic należą: właściwe i ostateczne ich cele, nazwiska najwyższych kierowników, pewne tajne i poufne schadzki, jak też uchwały i sposób ich wykonywania. Do tego doliczyć trzeba także różne stopnie praw, obowiązków i urzędów między stowarzyszonymi; ściśle określoną różnicę godności i stopni, oraz surową karność, którą się rządzą. Członkowie nowo wstępujący muszą ślubować, a nawet osobną przysięgą się zobowiązywać, że nikomu, nigdy, ani w żaden sposób wspólników, znamion, ani nauk nie zdradzą. Tak to masoni pod kłamliwym pozorem i zawsze tym samym płaszczykiem obłudy usiłują, jak niegdyś manichejczycy, ukrywać się jak najbardziej, i nie mieć świadków innych oprócz wspólników. Zręcznie kryją swe zamiary, przywdziewając maskę uczonych i filozofów, łączących się w celach naukowych: na ustach mają gorliwość o szerzenie oświaty, i życzliwość dla niższych stanów; przechwalają się, iż jedynym ich celem jest poprawianie doli pospólstwa, i dopuszczenie jak największej liczby ludzi do udziału w korzyściach cywilizacji. Atoli choćby rzeczywiście takie były ich zamiary, nie na tym wszystko się kończy. Członkowie muszą przyrzekać i jak najsilniejszym zaręczeniem zobowiązywać się, że przywódcom i mistrzom swoim we wszystkim będą posłuszni, że na każde skinienie ich gotowi będą wykonać wszelkie rozkazy, a w razie nieposłuszeństwa przyjmą wszelką karę, choćby śmierć samą. I w rzeczy samej też, jeżeli któryś z nich osądzony zostanie, iż wydał tajemnicę albo oparł się rozkazom, nierzadko na nim wyrok śmierci wykonany bywa, i to z takim zuchwalstwem i taką zręcznością, iż śledczej i karnej sprawiedliwości ramię bardzo często skrytobójcy dosięgnąć nie zdoła.
Taka obłuda z chęcią ukrywania się w ciemnościach, takie zobowiązywanie sobie węzłem nierozerwalnym ludzi, jakby niewolników, i to dla sprawy nie dosyć jasno im przedstawionej, takie wyzyskiwanie do wszelkiej zbrodni ludzi przykutych do obcej samowoli, takie uzbrajanie dłoni morderczym narzędziem, przy zapewnieniu jej bezkarności: wszystko to jest czymś nieludzkim, na co natura się wzdryga. Sam przeto rozum i prawda sama przekonują każdego, że stowarzyszenie, o którym mówimy, w jasnej stoi sprzeczności ze sprawiedliwością i przyrodzoną uczciwością i to tym bardziej, że inne jeszcze uderzające dowody potwierdzają to, jak w istocie swej jest niemoralne.
Jakkolwiek bowiem wielką jest przebiegłość ludzi w ukrywaniu się i wielkie przyzwyczajenie do kłamstwa, każda jednakże przyczyna ze skutków jakie wywołuje, nie w ten, to w inny sposób uwydatnić się musi, jakiej jest natury. „Nie może drzewo dobre rodzić owoców złych, ani drzewo złe rodzić owoców dobrych” (Mt 7, 18).