Leon XIII, Encyklika Rerum novarum – O kwestii socjalnej (28)

b) Czynny współudział Kościoła w polepszeniu losu robotników.

Oprócz tego Kościół przysparza korzyści klasom upośledzonym przez zakładanie instytucji, które za odpowiednie uważa dla złagodzenia niedostatku. W tym rodzaju dobrodziejstw Kościół tak dalece odznaczał się zawsze, że właśni jego nieprzyjaciele nie szczędzili mu w tym względzie pochwał.
W pierwszych chrześcijanach taka panowała potęga wzajemnej miłości, że często wyzbywali się swych dostatków na rzecz ubogich, stąd „nie było między nimi nikogo w niedostatku” (Dz 4, 34). Diakonom, których osobno ustanowiono i wyświęcono w tym celu, Apostołowie powierzyli rozdzielanie jałmużny codziennie, a sam św. Paweł, jakkolwiek zajęty mocno troską o wszystkie kościoły, nie wahał się przedsiębrać licznych podróży, aby osobiście nieść zapomogę chrześcijanom będącym w potrzebie. Tertulian mówi o składkach dobrowolnych na każdym zebraniu chrześcijan i nazywa je „depozytem miłości” (depósita pietátis), ponieważ używano ich „na utrzymanie i grzebanie ubogich”. Stąd powstał powoli majątek kościelny, którego Kościół strzegł zawsze ze świętą pieczołowitością, jako ojcowizny ubogich. Co więcej: zdobywał wsparcie dla nędzy, przezwyciężając wstyd połączony z wyciąganiem ręki.
Kościół, jako matka wspólna bogatych i ubogich, roznieciwszy miłość w stopniu nader wysokim, ustanowił stowarzyszenia zakonne i rozmaitym zakładom pożytecznym dał początek, aby przy ich pomocy żaden rodzaj nędzy nie był pozbawiony pociechy.
Wprawdzie wielu dziś, tak samo jak niegdyś poganie, czyni Kościołowi zarzut z tej wspaniałej miłości, a na jej miejscu chcieliby postawić dobroczynność zakreśloną ustawami państwowymi, lecz nie znajdzie się sposobu na zastąpienie tej miłości chrześcijańskiej, która by wylewała się cała na cudze pożytki. Sam Kościół jedynie posiada tajemnicę miłości, bo marna jest każda miłość, która nie płynie z najsłodszego Serca Jezusa Chrystusa! – a błąka się i oddala od Chrystusa Pana ten, kto się odłącza od Kościoła.