Modlitwa i realizm

Człowiek jest stworzony dla Pana Boga. Jeśli się nie modlimy, albo modlitwa nasza jest licha, wtedy żyjemy w ułudzie, że nie jest z nami tak źle.
Dopiero wtedy, gdy zaczynamy poważnie traktować codzienną modlitwę, zaczynamy widzieć opór naszej duszy przed kontaktem z Panem Bogiem. Stopniowo wychodzą na jaw ukryte niechęci, bunty, lenistwo, opór woli, braki we wierze, nieufność, egoizm, pycha, skąpstwo i wymierzanie czasu Panu Bogu, pragnienie skracania modlitwy, przesuwania jej lub opuszczenia, pragnienie nasycania swojego serca rzeczywistościami i aktywnościami doczesnymi, świeckimi, pragnienie ucieczki od Pana Boga i organizowania swojego życia w wygodnej i niezobowiązującej separacji od Pana Boga.

Te – i im podobne – odkrycia to owoc działania łaski Bożej w duszy. Odkryta prawda o nas ujawnia prawdę o lichym stanie naszej duszy. I woła o nawrócenie na coraz głębszym poziomie – by ukierunkowanie naszej duszy ku Panu Bogu stawało się naszym chlebem codziennym.
Droga daleka. Ale trud zbawienny. Podejmijmy go. Jedynie miłość Boża nasyci naszą duszę w sposób wystarczający. Zupełny.
Łaska wypraszana ufną, codzienną modlitwą, jak wartki nurt żywej wody, stopniowo będzie wygładzać chropowatości naszej duszy.