Trzeba bić na alarm! (2)

Jeżeli sześćdziesięcioletniemu mężczyźnie w jednej z wrocławskich przychodni odmawia się wykonania badań z powodu braku kagańca na twarzy, a niemłoda lekarka deklaruje z emfazą: „Bez maseczki pana nie przyjmę”, to jasno widać, że sprawy zaszły daleko. Za daleko. Na zwróconą uwagę, odnośnie do tytułowania per ksiądz, odpowiada: „Dla mnie nie ma żadnej różnicy czy prezydent czy ksiądz, czy kto inny”. Mówię: „Jednak polska kultura zwracała uwagę na te sprawy”. Na to pani doktor:  „A TO nie jest polska kultura” (to znaczy chciała mi dać do zrozumienia, że teraz, tutaj, te okoliczności, to już nie jest polska kultura, i że ona sama nie ma zamiaru kultywowania tamtej polskiej kultury). Nie wykluczam, że trafiłem na przedstawicielkę narodu specjalnego.
Przychodnia staje się miejscem reżimu „sanitarnego”, od którego uzależnia się łaskawą możliwość leczenia. Trzeba bić na alarm, by nie było za późno! Jest późno!
Badań nie wykonano. To już raz drugi.